Kopa Kondracka na blogu

Kopa Kondracka na blogu

czytasz blog - żółty szlak z gronika

Kopa Kondracka to pierwszy szczyt w Tatrach na kanale i portalu, na który udaję się z kamerą oraz aparatem (oczywiście moje portfolio tatrzańskich szczytów jest większe, ale wtedy nawet nie śniło mi się, że będę prowadził kanał na YT i portal). Kopa w ogóle nie była zaplanowana, to nasz znajomy wspomniał, że nigdzie nie ma szczegółowych informacji nt. tego szlaku, a podobno jest to świetne miejsce. Skusiło mnie sprawdzić, przy okazji zebrać materiał, który pozwoli poznać to miejsce i dokładnie je zrelacjonować.

Żółty szlak na Kopę Kondracką oferuje dość ciekawą i zróżnicowaną wspinaczkę. Nie jest trudny jako całość, ale z pewnością trzeba uważać na kilku odcinkach, szczególnie gdy popada deszcz lub trasa jest wilgotna. Czy zmęczyliśmy się? Zdecydowanie tak. Oczywiście wchodząc znajdzie się jeszcze siła do kontynuacji wędrówki na inne okoliczne szczyty, jednak mieliśmy zaplanowany tylko ten szczyt i musieliśmy mieć energię na zejście z całym ekwipunkiem.

Pierwszy pozytywny aspekt to Wielka Polana w Dolinie Małej Łąki – idąc przez las iglasty nagle wpadamy na polanę otoczoną pięknymi skalnymi szczytami wijącymi się na błękitnym niebie. Na myśl przychodzi stwierdzenie – w końcu zaczynają się porządne widoczki.

Każdy kolejny etap jest trudniejszy, ale z pewnością milszy dla naszych wzrokowych receptorów. Atrakcyjne panoramy skutecznie spowalniają wejście. Szlak od Wielkiej Polany Małołąckiej praktycznie na sam szczyt ułożony jest z większych bądź mniejszych kamieni. Na stromych odcinkach utrudnieniem jest ich powłoka, która z racji mocnej eksploatacji przez turystów jest wyślizgana, bez dobrych butów i ostrożności można wywinąć orła.

Dla mnie największy wysiłek serwowały dwa miejsca: pierwszy tuż za okazałą ścianą skalną wyrzeźbioną ręką natury oraz drugi z kosodrzewiną pod Kondracką Przełęczą. Oba miejsca z porozrzucanymi dużymi głazami ze stromym podejściem. Z pewnością wysiłek rekompensują Tatry prężące się w blasku wrześniowego słońca, mieniące się żywymi kolorami Czerwone Wierchy czy bardziej stonowany, ale równie piękny Giewont.

Od Kondrackiej Przełęczy szlak jest łatwiejszy i przyjemniejszy. Łagodne kopulaste szczyty z wytyczonym szlakiem. Tam, gdzie jest pod górkę są ułożone schody oraz tkaniny jutowe – domyślam się, że włodarze parku testują i próbują ratować tatrzańskie szlaki, które poprzez tłumy turystów oraz siły natury ulegają degradacji. Jestem ciekawy jaki efekt będzie za kilka lat.

Będąc blisko szczytu, panoramy są coraz bardziej imponujące. Gdzie człowiek nie spojrzy tam serce się raduje. Przed kopułą szczytową pogoda bezwietrzna, wręcz idealna, ale kiedy weszliśmy na szczyt i zbliżyliśmy się do południowej krawędzi można było poczuć bardzo mocne podmuchy wiatru wytrącające podróżnika z równowagi. Wystarczyło odejść bardziej na północ, żeby znów była cisza i spokój. Taki niuansik, ale człowiek od razu wie, że siły tu panujące wymagają respektu od turysty i świadomości, że piękna stabilna sielanka może się diametralnie zmienić.